A może jednak będę programistą – historia prawdziwa

Największe sukcesy programistyczne odnosiłam jako jedenastolatka. Chyba najwyższy czas to zmienić.

Żółwim tempem

Rok bodajże 1999. Wtedy do mojego pokoju wprowadziła się niepozorna klawiatura, joystick, zestaw dyskietek i kilka podręczników. Oto on: mój Atari. Podłączony do starego, nieużywanego telewizora. To niby miała być zabawka do gier. Niektóre gry były nawet spoko, ale na jednej z dyskietek znalazłam coś o wiele lepszego – Logo Basic. Wtedy to nie był dla mnie żaden język programowania tylko żółw, którym mogłam rysować na ekranie. Przepadłam i to dosłownie. Szybko opanowałam podstawy, a z pomocą podręcznika Atari Logo – komputerowe przygody tworzyłam coraz bardziej skomplikowane konstrukcje, rysując nie jednym, a czterema [!!] żółwiami. To było najcudowniejsze na świecie.

Nic z tego

Później poznałam HTML i po raz kolejny w swoim życiu zrobiłam wielkie wow. To było takie fajne i można było tyle zrobić i tak ładnie wyglądało. Teraz jak patrzę na swoją pierwszą stronę, to chce mi się śmiać, ale to był całkiem obiecujący początek do wybitnej programistycznej kariery ;) Niestety potem było coraz gorzej. W czasie studiów miałam może dwóch wykładowców, którzy starali się pokazać nam istotę programowania i zachęcali do tego, żebyśmy kodowali po swojemu. Na jednego z nich trafiłam na początku i mimo, że nie byłam najwybitniejszą programistką, to bawiło mnie to i chciałam się dalej rozwijać. Później przewinęła się cała masa ludzi, którzy swoją postawą skutecznie zniechęcili mnie do programowania, które zaczęłam uważać za głupie, nudne, trudne i niepotrzebne. Nawet specjalność wybrałam tak, żeby jak najmniej programować.

Mądra Oli po fakcie

Przewrotnie, mój powrót do programowania zaczął się od… matematyki. Panuje pogląd, że TeX jest dobrym wstępem do programowania, a ja nie znam lepszego edytora do tekstów matematycznych niż TeX. Jak już przebiłam się przez wszystkie „straszne” wzory, to w mojej głowie zaczęła świtać myśl, że może bym coś poprogramowała. Ta myśl była tak natrętna i uparta, że nie miałam wyjścia. Internet jest pełen różnego rodzaju kursów, kursików, tutoriali. Idealna skarbnica wiedzy. Zaczęłam szukać i testować różne rozwiązania. I tak trafiłam na Codecademy. Odświeżyłam podstawy. Uczę się nowych rzeczy. Nie boję się kodu, a jak coś popsuję, to prędzej czy później uda mi się to naprawić.
Moim zdaniem największą zaletą Codecademy są ultrakrókie lekcje, które można zrobić nawet w 5 minut. Całość ma bardzo estetyczny wygląd: kolumna z instrukcjami, edytor kodu i możliwość podglądu wyników na żywo. Do tego spora różnorodność i pojawiające się co jakiś czas nowe kursy. I do tego większość za darmo. Aż się chce zacząć.

No to wracam do kodu i namawiam was do tego samego.

Matematyczka z humanistycznym zacięciem. Na co dzień zajmuję się mediami społecznymi i projektowaniem graficznym. Po godzinach staram się przekonać wszystkich wokół, że matematyka jest fascynująca i nie taka trudna jak się wydaje.
Scroll to top